"Z Niepokalaną przestajesz, niepokalanym się stajesz."

św. Maksymilian Maria Kolbe

Niedziela Chrztu Pańskiego

[...] Ewangeliczny opowiadanie o chrzcie Jezusa, które dzisiaj usłyszeliśmy w redakcji św. Łukasza, ukazuje drogę uniżenia i pokory, którą Syn Boży wybrał dobrowolnie, aby dochować wierności  wobec planu Ojca, aby być posłusznym Jego woli miłości do człowieka we wszystkim, aż do ofiary na krzyżu. Stając się już dorosłym, Jezus rozpoczyna swoją działalność publiczną wchodząc do rzeki Jordan, aby otrzymać od Jana chrzest pokuty i nawrócenia. W ten sposób ma miejsce coś, co w naszych oczach może się zdawać paradoksalne. Czy Jezus potrzebuje pokuty i nawrócenia? Z pewnością nie. A jednak to Ten, który jest bez grzechu, staje między grzesznikami, żeby się  ochrzcić, aby dokonać tego gestu pokuty. Święty Boży łączy się z tymi, którzy uznają siebie za potrzebujących przebaczenia i proszą Boga o dar nawrócenia, to znaczy łaskę powrotu do Niego całym sercem, aby należeć do Niego całkowicie. Jezus chce stanąć po stronie grzeszników, stając się z nimi solidarnym, wyrażając bliskość Boga. Jezus ukazuje swoją solidarność z nami, z naszym wysiłkiem nawrócenia, aby porzucić nasz egoizm, oderwać się od naszych grzechów, żeby nam powiedzieć, że jeśli przyjmiemy Go w naszym życiu, On może nas podnieść i doprowadzić ku wyżynom Boga Ojca. Ta solidarność Jezusa nie jest, że tak powiem, jedynie wysiłkiem umysłu i woli. Jezus naprawdę zanurzył się w naszej ludzkiej kondycji, żył nią dogłębnie, z wyjątkiem grzechu i może zrozumieć jej słabość i kruchość. Dlatego porusza Go współczucie, wybiera, by „cierpieć wraz” z ludźmi, by stać się wraz z nimi pokutującym. Dzieło Boga, którego pragnie dokonać Jezus to Boża misja leczenia zranionych i uzdrowienia chorych, aby wziąć na siebie grzech świata.

 

Co się dzieje w chwili, kiedy Jezus zostaje ochrzczony przez Jana? W obliczu tego pokornego aktu miłości Syna Bożego, otwiera się niebo i Duch Święty wyraźnie się ukazuje się w postaci gołębicy, podczas gdy głos z wysoka wyraża upodobanie Ojca, który uznaje, że jest to Jego Jednorodzony Syn, Umiłowany. Chodzi o prawdziwe objawienie się Trójcy Świętej, która zaświadcza o boskości Jezusa, o tym, że jest On obiecanym Mesjaszem, Tym, którego Bóg posłał, aby wyzwolił swój lud, aby został zbawiony (por. Iz 40,2). W ten sposób wypełnia się proroctwo Izajasza, które słyszeliśmy w pierwszym czytaniu: Pan Bóg przychodzi z mocą, aby zniszczyć dzieła grzechu a Jego ramię dzierży władzę aby rozbroić Złego. Zaprawdę Jezus postępuje jak Dobry Pasterz, który pasie stado i gromadzi je, aby nie uległo rozproszeniu (por. Iz 40,10-11), i daje swe własne życie, aby miało ono życie. To przez Jego odkupieńczą śmierć człowiek został wyzwolony od panowania grzechu i pojednał się z Ojcem. To przez Jego zmartwychwstanie człowiek jest zbawiony od śmierci wiecznej i stał się zwycięzcą nad Złym. [...]

BENEDYKT XVI
HOMILIA WYGŁOSZONA W NIEDZIELĘ CHRZTU PAŃSKIEGO 13 stycznia 2013

 

 

UROCZYSTOŚĆ OBJAWIENIA PAŃSKIEGO

JAK NIESPOKOJNI POSZUKIWACZE BOGA

Drodzy Bracia i Siostry!

Dla wierzącego i modlącego się Kościoła Mędrcy ze Wschodu, którzy idąc za gwiazdą odnaleźli drogę do żłóbka w Betlejem, są jedynie początkiem wielkiej procesji przemierzającej historię. Z tego względu w liturgii czytana jest Ewangelia, która mówi o drodze Mędrców, a także wspaniałe wizje prorocze z 60. rozdziału Księgi Izajasza i Psalmu 72, które ukazują w śmiałych obrazach pielgrzymkę narodów do Jerozolimy. Jak pasterze, pierwsi goście u nowo narodzonego Dzieciątka leżącego w żłobie, uosabiają ubogich Izraela i ogólnie rzecz biorąc dusze pokorne, żyjące wewnętrznie bardzo blisko Jezusa, tak ludzie przybywający ze Wschodu reprezentują narody świata, Kościół pogan — ludzi, którzy na przestrzeni wszystkich wieków wyruszają w drogę ku Dzieciątku z Betlejem, czczą w Nim Syna Bożego i oddają Mu pokłon. Kościół nazywa to święto «Epifanią» — Objawieniem, ukazaniem się Boskości. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że od samego początku ludzie różnego pochodzenia, ze wszystkich kontynentów, wszystkich różnorakich kultur, reprezentujący różne sposoby myślenia i życia byli i są w drodze do Chrystusa, to możemy naprawdę powiedzieć, że ta pielgrzymka i to spotkanie z Bogiem w postaci Dzieciątka jest objawieniem dobroci Boga i Jego miłości do ludzi (pon Tt 3, 4).

 

[…] Na podstawie historii opowiedzianej przez Mateusza możemy z pewnością wyrobić sobie pewne wyobrażenie o tym, jakiego typu ludźmi musieli być ci, którzy za znakiem gwiazdy wyruszyli w drogę, żeby znaleźć tego Króla, który miał ustanowić nowy rodzaj królestwa nie tylko dla Izraela, ale dla ludzkości. A zatem, co to byli za ludzie? Zapytajmy się również, czy pomimo różnicy czasów i zadań, patrząc na nich można zorientować się odnośnie do tego, kim jest biskup i jak powinien on wypełniać swoją misję.

 

Ludzie, którzy wyruszyli wówczas w nieznane, byli niewątpliwie ludźmi niespokojnego serca. Ludźmi, których niepokój pobudził do poszukiwania Boga i zbawienia świata. Ludźmi oczekującymi, którzy nie zadowalali się swymi pewnymi dochodami i swoją prawdopodobnie znaczącą pozycją społeczną. Poszukiwali czegoś więcej. Byli chyba ludźmi wykształconymi, którzy wiele wiedzieli o gwiazdach, i prawdopodobnie posiadali także pewną formację filozoficzną. Chcieli jednak nie tylko znać wiele rzeczy. Chcieli przede wszystkim dowiedzieć się tego, co istotne. Chcieli dowiedzieć się, jak można stać się osobą ludzką. I właśnie dlatego chcieli wiedzieć, czy istnieje Bóg, gdzie On jest i jaki jest. Czy troszczy się o nas i jak możemy Go spotkać. Chcieli nie tylko wiedzieć. Chcieli poznać prawdę o nas, o Bogu i o świecie. Ich pielgrzymka zewnętrzna była wyrazem ich duchowej drogi, wewnętrznej pielgrzymki ich serc. Byli ludźmi poszukującymi Boga i w ostateczności byli w drodze do Niego. Byli poszukiwaczami Boga.

 

W ten sposób dochodzimy do pytania: jaki powinien być człowiek, na którego nakładane są ręce podczas święceń biskupich w Kościele Jezusa Chrystusa? Możemy powiedzieć, że winien on być nade wszystko człowiekiem, któremu zależy na Bogu, ponieważ tylko wówczas naprawdę zależy mu na ludziach. Moglibyśmy też powiedzieć odwrotnie: biskup powinien być człowiekiem, któremu ludzie leżą na sercu, którego przejmuje los ludzi. Musi on być człowiekiem dla innych. Może on jednak być nim naprawdę wówczas, kiedy jest człowiekiem zdobytym przez Boga. Gdy dla niego troska o Boga staje się troską o Jego stworzenie, o człowieka. Jak Mędrcy ze Wschodu, także i biskup nie może być kimś, kto wykonuje jedynie swój zawód i nie chce nic więcej. Nie, on musi być ogarnięty Bożą troską o człowieka. Musi, by tak powiedzieć, myśleć i współodczuwać z Bogiem. Jest nie tylko człowiekiem, w którym jest konstytutywnie troska o Boga, lecz owa troska jest współudziałem w trosce Boga o nas. Ponieważ Bóg troszczy się o nas, idzie za nami aż do żłóbka, aż na krzyż. «Długoś szukał mnie znużony, Zbawił krzyżem umęczony, Niech ten trud nie będzie płony» — modli się Kościół w Dies irae. Niespokojne poszukiwanie Boga przez człowieka i wynikająca stąd Boża troska o człowieka winny nie dawać biskupowi spokoju. To mamy na myśli, kiedy mówimy, że biskup musi być przede wszystkim człowiekiem wiary. Gdyż wiara to nic innego, jak być wewnętrznie dotkniętym przez Boga, co jest warunkiem, by iść drogą życia. Wiara sprawia, że jesteśmy ogarnięci troską o Boga i czyni nas pielgrzymami, którzy są wewnętrznie w drodze ku prawdziwemu Królowi świata i ku Jego obietnicy sprawiedliwości, prawdy i miłości. W tej pielgrzymce biskup powinien przewodzić, powinien być tym, który wskazuje ludziom drogę ku wierze, nadziei i miłości.

 

Wewnętrzna pielgrzymka wiary ku Bogu odbywa się głównie w modlitwie. Św. Augustyn powiedział kiedyś, że modlitwa to w ostateczności nic innego jak aktualizacja i radykalizacja naszej tęsknoty za Bogiem. W miejsce słowa «tęsknota» moglibyśmy wstawić słowo «troska» i powiedzieć, że modlitwa wyrywa nas z naszego błędnego wygodnictwa, z naszego zamknięcia w rzeczywistości materialnej, widzialnej i rodzi w nas troskę o Boga, i właśnie w ten sposób czyni nas otwartymi na drugich i troszczącymi się o drugich. Biskup jako pielgrzym Boga musi być przede wszystkim człowiekiem modlącym się. Musi być w nieustannym kontakcie wewnętrznym z Bogiem; jego dusza musi być szeroko otwarta na Boga. Winien on zanosić do Boga trudne sprawy swoje i innych, a także swoje radości oraz radości innych, i tak na swój sposób doprowadzić do kontaktu między Bogiem a światem, w jedności z Chrystusem, aby światło Chrystusa jaśniało w świecie.

 

Wróćmy do Mędrców ze Wschodu. Byli oni także i przede wszystkim ludźmi odważnymi, ludźmi, których cechowała odwaga i pokora wiary. Trzeba było odwagi, aby przyjąć znak gwiazdy jako nakaz wyruszenia, aby wyjść ku temu, co nieznane, niepewne, na drogi, na których czyhało wiele niebezpieczeństw. Możemy sobie wyobrazić, że decyzja tych ludzi wywołała wiele kpin: szyderstwa realistów, którzy potrafili jedynie wyśmiewać marzycielstwo tych ludzi. Ten, kto wyruszał w drogę kierując się tak niepewnymi obietnicami, ryzykując wszystko, mógł wydawać się jedynie śmieszny. Lecz dla tych ludzi, głęboko przejętych Bogiem, droga według Jego wskazań była ważniejsza od ludzkiej opinii. Poszukiwanie prawdy było dla nich ważniejsze niż kpiny świata, pozornie inteligentnego.

 

Jakżeż w takiej sytuacji nie myśleć o zadaniu biskupa w naszych czasach? Pokora wiary, wspólnej wiary z wiarą Kościoła wszystkich czasów, zawsze będzie w konflikcie z dominującą mądrością ludzi, którzy trzymają się tego, co pozornie pewne. Ten, kto żyje wiarą Kościoła i ją głosi, pod wieloma względami nie pasuje do panujących poglądów, także w naszych czasach. Dominujący dziś szeroko agnostycyzm ma swoje dogmaty i jest wielce nietolerancyjny wobec tego wszystkiego, co go kwestionuje i kwestionuje jego kryteria. Dlatego szczególnie ważne jest dziś, aby biskup miał odwagę sprzeciwić się dominującym kierunkom. Musi być mężny. To męstwo nie polega na przemocy, na agresywności, lecz na dopuszczeniu ciosów i opieraniu się kryteriom dominujących poglądów. Od tych, których Pan posyła jak owce między wilki, wymagana jest oczywiście odwaga wytrwania w prawdzie. «Kto się boi Pana, niczego lękać się nie będzie», mówi księga Mądrości Syracha (34, 14). Bojaźń Boga wyzwala z obawy przed ludźmi. Czyni wolnymi!

 

Przychodzi mi w tym kontekście na myśl pewne wydarzenie z początków chrześcijaństwa, o którym opowiada w Dziejach Apostolskich św. Łukasz. Po wystąpieniu Gamaliela, który odradzał przemoc wobec rodzącej się wspólnoty wierzących w Jezusa, Sanhedryn wezwał apostołów i kazał ich ubiczować. Zabronił im także przemawiania w imię Jezusa, a potem ich uwolnił. Łukasz mówi dalej: «A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla Imienia [Jezusa]. Nie przestawali też co dzień nauczać (...) i głosić Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie» (Dz 5, 40 nn.). Także następcy apostołów muszą liczyć się z tym, że będą w nowy sposób uderzani, jeśli nie zaprzestaną głośno i zrozumiale głosić Ewangelii Jezusa Chrystusa. Mogą się wówczas cieszyć, że stali się godni dla Niego znosić zniewagi. Oczywiście pragniemy, tak jak apostołowie, przekonać ludzi i w tym sensie zyskać ich akceptację. Rzecz jasna nie prowokujemy, lecz wręcz przeciwnie, zachęcamy wszystkich do radości z prawdy, która pokazuje drogę. Jednakże akceptacja panujących poglądów nie jest kryterium, któremu się poddajemy. Kryterium jest On sam: Pan. Jeśli będziemy bronili Jego sprawy, będziemy pozyskiwać nieustannie na nowo dzięki Bogu ludzi dla drogi Ewangelii. Ale nieuchronnie będziemy także dręczeni przez tych, którzy żyją w sprzeczności z Ewangelią, a wtedy możemy być wdzięczni, że staliśmy się godni uczestniczyć w męce Chrystusa.

 

Mędrcy poszli za gwiazdą i w ten sposób doszli do Jezusa, do wielkiego Światła, które oświeca każdego człowieka przychodzącego na ten świat (por. J 1, 9). Jako pielgrzymi wiary Mędrcy sami stali się gwiazdami, jaśniejącymi na niebie historii i wskazującymi nam drogę. Święci są prawdziwymi gwiazdozbiorami Boga, które rozświetlają noce tego świata i nas prowadzą. Św. Paweł w Liście do Filipian powiedział swoim wiernym, że powinni jaśnieć w świecie jak gwiazdy (por. 2, 15). [...]

BENEDYKT XVI
6 I 2013 — Homilia podczas Mszy św. w uroczystość Objawienia Pańskiego

 

 

UROCZYSTOŚĆ ŚWIĘTEJ BOŻEJ RODZICIELKI MARYI

NIECH MARYJA KIERUJE NASZYMI KROKAMI W NOWYM ROKU

Drodzy bracia i siostry!

Księga Liczb zawiera słowa prastarej formuły błogosławieństwa: «Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem» (Lb 6, 24-26). Tymi słowami, które ponownie usłyszeliśmy we wczorajszej liturgii, w pierwszym dniu roku, pragnę złożyć serdeczne życzenia wam tu obecnym i wszystkim, którzy z okazji tych świąt Bożego Narodzenia dawali mi dowody serdecznej bliskości duchowej.

 

Wczoraj obchodziliśmy uroczyste święto Maryi — Bożej Rodzicielki. «Matka Boga»Theotókos, to tytuł, który oficjalnie został przyznany Maryi w V w., a dokładnie na Soborze Efeskim w 431 r., w kontekście żywych wówczas dyskusji na temat osoby Chrystusa, lecz w pobożności ludu chrześcijańskiego występował już od III w. Tytuł ten zwraca uwagę na fakt, że Chrystus jest Bogiem i rzeczywiście narodził się z Maryi jako człowiek; zachowano w ten sposób Jego jedność jako prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka. W istocie, choć dyskusja wydawała się dotyczyć Maryi, zasadniczo odnosiła się do Jej Syna. Niektórzy Ojcowie, chcąc obronić naukę o pełnym człowieczeństwie Jezusa, sugerowali określenie mniej radykalne: Christotokos — Matka Chrystusa, zamiast Theotókos. Słusznie jednak uznano to za zagrożenie dla nauki o pełnej jedności bóstwa i człowieczeństwa Chrystusa. Dlatego też po długiej dyskusji na Soborze Efeskim w 431 r., jak wspomniałem, uroczyście potwierdzono z jednej strony jedność dwóch natur, boskiej i ludzkiej, w osobie Syna Bożego (por. DS, n. 250), a z drugiej, zasadność przyznania Maryi Dziewicy tytułu Theotókos — Matka Boża (tamże, n. 251).

 

Po tym soborze nastąpił prawdziwy rozkwit pobożności maryjnej, wybudowano wiele kościołów poświęconych Matce Bożej. Wśród nich wyróżnia się bazylika Matki Bożej Większej tu w Rzymie. Nauka o Maryi, Matce Boga, została ponadto raz jeszcze potwierdzona przez Sobór Chalcedoński (451 r.), który orzekł, że Chrystus, «prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek (...) narodził się (...) z Maryi Dziewicy, Matki Bożej, dla nas i dla naszego zbawienia» (Dokumenty Soborów Powszechnych, Wyd. WAM, Kraków 2003, t. I, s. 223; DS, n. 301). Jak wiadomo, Sobór Watykański II w jednym z rozdziałów Konstytucji dogmatycznej o Kościele Lumen gentium — rozdziale ósmym — przedstawił nauczanie o Maryi, potwierdzając Jej boskie macierzyństwo. Rozdział ten nosi tytuł: «Błogosławiona Maryja Dziewica, Boża Rodzicielka, w misterium Chrystusa i Kościoła».

 

Tytuł «Boża Rodzicielka», tak ściśle związany ze świętami Bożego Narodzenia, jest zatem podstawowym tytułem, którym wspólnota wierzących od zawsze, moglibyśmy powiedzieć, czci Najświętszą Maryję Pannę. Dobrze wyraża on misję Maryi w dziejach zbawienia. Wszystkie inne tytuły przypisywane Maryi mają uzasadnienie w Jej byciu Matką Odkupiciela, stworzeniem ludzkim wybranym przez Boga do wypełnienia planu zbawienia, którego centralnym wydarzeniem jest wielka tajemnica wcielenia Słowa Bożego. W tych świątecznych dniach kontemplowaliśmy w szopce scenę narodzenia Chrystusa. Pośrodku widzimy Dziewicę Matkę, ukazującą Dzieciątko Jezus wszystkim, którzy przychodzą adorować Zbawiciela: pasterzom, ubogim mieszkańcom Betlejem, Mędrcom przybyłym ze Wschodu. Później, w święto Ofiarowania Pańskiego, które będziemy obchodzić 2 lutego, starzec Symeon i prorokini Anna będą adorowali Dzieciątko, które przyjmą z rąk Matki. W pobożności ludu chrześcijańskiego narodziny Jezusa i boskie macierzyństwo Maryi były zawsze traktowane jako dwa aspekty tej samej tajemnicy wcielenia Słowa Bożego, i dlatego Boże Narodzenie nigdy nie było postrzegane jako wydarzenie z przeszłości. Jesteśmy «współcześni» pasterzom, Mędrcom, Symeonowi i Annie, a gdy idziemy z nimi, przepełnia nas radość, bo Bóg zechciał być Bogiem z nami i ma On Matkę, która jest naszą Matką.

 

Z tytułu «Boża Rodzicielka» wynikają wszystkie pozostałe tytuły, którymi Kościół czci Maryję, ale ten jest najważniejszy. Pomyślmy o przywileju Niepokalanego Poczęcia, czyli o tym, że jest Ona wolna od grzechu już od swego poczęcia: Maryja została zachowana od wszelkiej skazy grzechu, ponieważ miała być Matką Odkupiciela. To samo dotyczy tytułu «Wniebowzięta»: nie mogła podlegać rozkładowi, będącemu skutkiem grzechu pierworodnego, Ta, która zrodziła Zbawiciela. Wiemy, że wszystkie te przywileje nie zostały udzielone Maryi po to, aby Ją od nas oddalić, lecz przeciwnie, aby Ją do nas przybliżyć. Dzięki temu bowiem, że jest w pełni z Bogiem, Niewiasta ta jest nam bardzo bliska i pomaga nam jako matka i siostra. Również jedyne i niepowtarzalne miejsce Maryi we wspólnocie wierzących wynika z Jej podstawowego powołania do bycia Matką Odkupiciela. I właśnie jako Matka Odkupiciela Maryja jest również Matką Mistycznego Ciała Chrystusa, którym jest Kościół. Słusznie zatem podczas Soboru Watykańskiego II, 21 listopada 1964 r., Paweł VI uroczyście nadał Maryi tytuł «Matki Kościoła».

 

Właśnie dlatego, że jest Matką Kościoła, Maryja Dziewica jest również Matką każdego z nas, członków Mistycznego Ciała Chrystusa. Z krzyża Jezus powierzył Matkę każdemu swemu uczniowi, a zarazem powierzył każdego swego ucznia miłości swej Matki. Ewangelista Jan kończy tę krótką i sugestywną opowieść słowami: «I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie» (por. J 19, 27). Tak tłumaczenie oddaje greckie słowa èis tà ìdia, które oznaczają: przyjął Ją do swej rzeczywistości, do swego życia. A zatem należy Ona do jego życia, ich życia wzajemnie się przenikają. I właśnie to przyjęcie Jej do swego życia (èis tà ìdia) jest zgodne z testamentem Pana. W najważniejszej chwili wypełniania swej mesjańskiej misji Jezus pozostawia każdemu ze swych uczniów, niczym cenne dziedzictwo, swą Matkę, Maryję Pannę.[...]

BENEDYKT XVI
2 I 2008 — Audiencja generalna

 

 

UROCZYSTOŚĆ NARODZENIA PAŃSKIEGO

 

 

Przy wigilijnym stole,

Łamiąc opłatek święty,

Pomnijcie, że dzień ten radosny

W miłości jest poczęty;

 

Że, jako mówi wam wszystkim

Dawne, prastare orędzie,

Z pierwszą na niebie gwiazdą

Bóg w waszym domu zasiądzie.

 

Sercem Go przyjąć gorącym,

Na ścieżaj otworzyć wrota

- Oto co czynić wam każe Miłość

- największa cnota.

 

J. Kasprowicz

 

 

W te piękne Święta Bożego Narodzenia łączymy się duchowo

i modlitewnie z Osobami nawiedzającymi naszą stronę.

 

Niech Miłość Bożego Dzieciątka przeniknie Wasze serca blaskiem 

pokoju, dobra i szczęścia.

 

Życzymy również radosnej Obecności Jezusa w Waszej codzienności

i Jego błogosławieństwa w całym Nowym 2019 Roku.

 

Z darem modlitwy przy Żłóbku Bożej Dzieciny

Siostry Klaryski z Sandomierza

 

 

 

 

Migawki z naszej budowy

 

IMG_0466 IMG_0471 IMG_0472 IMG_0480 IMG_0481 IMG_0483 IMG_0484 IMG_0486 IMG_0488 IMG_0490 IMG_0526 IMG_0528

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Sandomierskie Klaryski

 

IMG_2484 Klasztor_Sandomierz_09 Kosciol_Seminaryjny_1 Klasztor_Sandomierz_06 IMG_2489 Sandomierz_05 Sandomierz_27 Klasztor_Sandomierz_10 Sandomierz_03 Klasztor_Sandomierz_27 IMG_2601 IMG_2479 Sandomierz_07

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pasterz Diecezji Sandomierskiej życzliwym słowem zachętą i zaproszeniem utorował nam drogę
i oddał w posiadanie część tej pięknej ziemi w swojej Diecezji dla naszej fundacji.
Dzięki Bożej Opatrzności klaryski ponownie wpisują się w historię Sandomierza.

 

Przed ośmiu wiekami właśnie to miasto gościnnie przyjęło bł. Salomeę Piastównę, która
w ufundowanym przez swego brata Bolesława Wstydliwego (męża św. Kingi - też klaryski) klasztorze przyjęła habit klariański.
Pierwsza polska klaryska wraz z kilkoma siostrami przybyłymi z Pragi Czeskiej utworzyły wspólnotę, która na przestrzeni wieków rozrosła się w potężną gałąź obejmującego dziś sześć klasztorów: Kraków, Stary Sącz, Miedniewice, Sitaniec, Skaryszew i najmłodszy dom zakonny
w Sandomierzu.

 

Skaryszew, skąd przyjechałyśmy nosi ślady obecności bł. Salomei. Prowadzone - jak wierzymy - jej duchem, pragniemy dopisać kolejne karty historii poprzez modlitwę i ofiarę służąc Bogu, Ojczyźnie i Kościołowi, szczególnie sandomierskiemu (teraz już naszemu).

 

To co nas wyróżnia wśród osób konsekrowanych w diecezji to klauzura. Jest to szczególny sposób przebywania z Panem, uczestniczenia w wyniszczaniu się Chrystusa przez radykalne ubóstwo, którego wyrazem jest wyrzeczenie się nie tylko rzeczy, ale także przestrzeni, kontaktów z ludźmi i wielu dóbr stworzonych jednocząc się z płodną ciszą Słowa na Krzyżu.
Tak, jak Maryja w Wieczerniku swoją modlitewną obecnością strzegła w swym sercu początków Kościoła, tak kochającemu sercu i złożonym dłoniom mniszek klauzurowych powierzana jest wędrówka Kościoła.
Kontemplacja piękna Boga to nasze dziedzictwo, nasz program życia, nasz sposób obecności
w Kościele. Krocząc drogami czasu wpatrujemy się w przyszłe zjednoczenie wszystkiego
w Chrystusie.


Myślą i sercem trwamy przy Chrystusie i Jego Niepokalanej Matce.

 

 

 

by APATHEIA© 2011 for Klaryski Sandomierz©